Retro Games 5 in 1 – Recenzja gry java

Na początku lat 90-tych można było je znaleźć właściwie na każdym targu i bazarze, gdzie leżały i kusiły potencjalnych klientów dumnymi napisami na obudowie w stylu 9999 in 1. Podłużne, plastikowe kawałki taniego plastiku, którego zawartość kradła godziny, dni i tygodnie z życiorysów zapatrzonych w ekraniki użytkowników. Tak tak, mowa tu oczywiście o szalenie popularnych swego czasu przenośnych konsolkach, takich jak ta widoczna na zdjęciu poniżej. Za kilkanaście czy kilkadziesiąt złotych mogliśmy pograć w niezliczone odmiany Tetrisa, a także inne proste, żeby nie powiedzieć prostackie wręcz, tytuły. Ale jak to wciągało!

Retro Games stara się przypomnieć nad tamte odległe, nieco zatarte już w pamięci czasy. Aplikacja Java zawiera w sobie pięć gier, które wyglądają niemal identycznie jak w swoich pierwowzorach, i to zarówno jeśli chodzi o oprawę wizualną jak i archaiczną mechanikę.

W zestaw wchodzą następujące gry: Tetriks, czyli po prostu klasyczny Tetris, bez zbędnych udziwień, ale z muzyką w tle, co prawdę mówiąc trochę nie pasuje do całości. Snake to każdemu znany wężyk w klasycznej odmianie. Zjadamy kropki, które zwiększają naszą długość. Potem jest Arkanoid – zbijanie muru piłeczką, którą odbijamy za pomocą paletki. Shooter zaś, to strzelanie do wypadających z góry losowo kwadratów, a Tennis…chyba nazwa mówi sama za siebie. Zresztą spójrzcie na screeny, one mówią same za siebie i moje opisy stają się zbędne 🙂

Grafika celowo jest bardzo umowna, stylizowana na wyświetlacze konsolek i u osób, które wychowały się na tego rodzaju gierkach na pewno wywoła uczucie nostalgii 😉 Dźwięk i muzyka niemalże nie występują, co jest dla mnie minusem, bo przecież można było zaimplementować klasyczne odgłosy znane z dawnych lat. Przyznam, że bez tego produkcja traci połowę swojego uroku, a muzyka w formacie midi w Tetrisie, wręcz go zabija.

Kolejnym minusem tej produkcji jest fakt, że niektóre gry potrafią się zacinać. Już tłumacze o co mi chodzi – w Arkanoidzie piłeczka fruwa po ekranie jak po sznurku, nie ważne w jaki sposób ją uderzymy, to zawsze poleci tak samo, co czasem powodowało u mnie sytuację, że po jej odbiciu leciała w górę, odbijała się od sufitu, po czym spadała nie niszcząc żadnej cegły, znów ją odbijałem, znów uderzała w te samo miejsce na suficie, spadała…i tak w kółko. Jedynym wyjściem z tej sytuacji była celowa utrata życia, co jest po prostu irytujące.

Podsumowując, Retro Games to ciekawostka dla osób chcących przypomnieć sobie czasy, kiedy gierki te były niesamowitym i bardzo rozchwytywanym produktem. Sam spędziłem nad nimi setki godzin i powrót do przeszłości był dla mnie – choć krótkim – to całkiem przyjemnym przeżyciem. I nie ma się co oszukiwać, jest to produkcja tylko dla podobnych mi osób, bo Gracze nowej daty nie znajdą w aplikacji zupełnie nic ciekawego. Wydając 6  zł pobawiłem się pół godziny, powspominałem, czasem na pewno jeszcze do tego wrócę, ale bez bicia przyznaje, iż znacznie bardziej grywalne są dzisiejsze wersje Tetrisa czy Wężyka. RG Polecam więc wyłącznie w formie wirtualnego eksponatu dla co bardziej sentymentalnych Graczy 🙂 Pozostali mogą sobie darować tę wizytę w wirtualnym muzeum klasyki.

Grywalność: 5/10
Ocena Ogólna: 5/10

Producent: Qplaze

Testowano na: Samsung I550

Wersja językowa: polska

Gra działa na każdym telefonie obługującym Jave

Tekst i zrzuty ekranu: SpokoWap

Reklamy

Recenzja programu SmartMovie 4.15

SmartMovie

v4.15

Czekaliśmy bardzo długo, ale w końcu jest – pod koniec maja ukazała się nowa wersja jednego z najpopularniejszych mobilnych odtwarzaczy plików avi. Tym razem sygnowana numerkiem 4.xx, co od razu sugeruje jakieś większe zmiany, niż tylko standardową kosmetykę. Jak jest faktycznie? Przekonajmy się.

Aplikacja instaluje się bez większych problemów, choć na niektórych telefonach wymagane jest, abyśmy zmienili w ustawieniach aparatu pewną funkcje certyfikatów (mianowicie: wchodzimy w menadżer aplikacji -> ustawienia -> instalacja oprogramowania -> wszystko).

Po wgraniu programu na pamięc możemy go w końcu uruchomić. Co pierwsze rzuca się w oczy, to zupełnie nowa ikonka startowa. Jest nowocześniejsza, aczkolwiek osobiście przywykłem już do poprzedniej i trudno mi się do niej przekonać. Niemniej jednak wygląda ładnie.

Włączamy program. I tu kolejna niespodzianka – image SmartMovie uległ kompletnemu przemeblowaniu. Nie mamy teraz tabelki z opcjami aplikacji, tylko od razu uruchamia nam się menu, w którym widzimy wszystkie pliki video, które posiadamy aktualnie w pamięci telefonu. Ponadto przy każdej nazwie pliku widzimy miniaturkę z kadrem filmu. Trochę to zbyteczny dodatek, ponadto wprowadza lekki chaos przy większej ich ilości. Tło jest te same co zawsze, a całość w błękitnych, typowych dla aplikacji tonacjach.

Twórcy wprowadzili kilka zmian, które w aplikacji powinny znajdować się już od dawna. Nareszcie możemy na przykład przejrzeć właściwości każdego pliku viedo (czas, rozmiar, frame rate, rozdzielczość, kodek audio…), co cieszy i bywa przydatne podczas gdy nie jesteśmy pewni tego czy tamtego. Po drugie, autorzy dali nam większy wpływ na tryb wyświetlania obrazu. Oprócz możliwości rozciągnięcia filmu na pełny ekran (od lewej do prawej), bądź zostawienia go w oryginale, możemy zrobić kilka innych ciekawych rzeczy (np. wypełnić całą powierzchnie wyświetlacza bez zachowania proporcji). To przydatna opcja, zbliżająca nieco SmartMovie do pecetowych odtwarzaczy. Dostaliśmy też obsługę trzech nowych formatów – mp4, 3gp i flv (flash video), co zaliczam oczywiście do zalet.

Autorzy i tym razem nie zapomnieli o obsłudze napisów. Zmianie uległa czcionka, jest większa, bardziej widoczna i przyjemniejsza dla oka, a to dzięki zastosowaniu czarnego tła, który zwiększa przejrzystość tekstu (w poprzednich wersjach przy jasnych scenach były problemy z odczytywaniem tekstu). Aplikacja bez problemów odczytuje polską czcionkę.

Działanie i obsługa samego odtwarzacza jest przyjemna, intuicyjna i nie powinno nikomu nastręczać większych problemów. Filmy możemy łatwo przewijać przesuwająć joystick telefonu w lewo, bądź prawo. Pojawia się wtedy prócz timera (i tu uwaga, nowość w stosunku do starszych wersji) podgląd, na którym widzimy przesuwające się sceny, tak więc jeśli nie wiemy do której minuty chcemy przewinąć, ale wiemy do jakiej sceny – to się właśnie przyda. Z aktualizacji muszę też nadmienić o głośności. Tym razem SmartMovie daje nam możliwość większej i płynniejszej regulacji głosu, dzięki czemu nie straszne są już zbyt ciche filmy. Olbrzymi plus, a dokładniej to wyeliminowanie błędu ze straszych edycji. Sama jakość dzwięku, który dociera do naszych uszu jest jednak nadal średnia, choć jak najbardziej zadowalająca. Pozostałe fukcje pozostały bez zmian – możemu włączyć bądź wyłączyć czasomierz u góry ekranu, czy też pasek postępu, który jednak zakrywa nam część obrazu i przez co nie jest zbyt mile widziany 🙂

Obok tych wszystkich zalet jest jednak jedna spora wada – szybkość działania aplikacji. Jest niestety niezadowalająca, zwłaszcza na modelach telefonów posiadających 220 Mhz. Filmy w takich przypadkach tną się i gubią klatki, widoczny jest wyraźny brak płynności. Co dziwne, konkurencyjny CorePlayer posiada znacznie bardziej rozbudowane funkcje, a działa z pełną płynnością nawet na dużych plikach (test programu niebawem). SmartMovie w tym aspekcie zawodzi, zresztą już poprzednie wersje miały ten mankament. Teraz jest on jednak bardziej widoczny – na mojej Nokii E61 oglądanie filmów na SmartMovie 4.01 jest niemal niemożliwe, głównie te o dobrej jakości. Pozostałe odtwarzają się w miare dobrze, niemniej jednak taki znaczny wzrost wymagań programu jest niezrozumiały.

Podsumowując, nowa wersja SmartMovie to aplikacja łatwa w obsłudze, posiadająca sporo opcji konfiguracyjnych i estetyczny wygląd. Największą jej wadą jest jednak powolne działanie, wymaga naprawdę mocnego procesora, zwłaszcza gdy oglądamy filmy w dobrej jakości (video powyżej 220 kbps). Cieszy wyeliminowanie większości błędów z poprzednich edycju i obsługa plików mp4, 3gp i flv. Aplikacja jest godna uwagi głównie dla tych, którzy oglądaja zagraniczne filmy, a niekoniecznie znają biegle języki, bowiem na rynku mobilnym tylko SmartMovie posiada obsługę napisów (w formacie .sub). Pozostałym polecam zapoznanie się z odtwarzaczem CorePlayer, bądź PowerMovie, których testy przeprowadzę w najbliższym czasie. Najpierw jednak warto ściągnąć i przetestować wersje demo opisywanego programu, aby sprawdzić czy filmy odtwarzają się płynnie – jeśli tak, polecam zakup pełnej wersji.

Ocena: 7/10

Data premiery: 30.05.2009
Cena: Info na http://www.lonelycatgames.com/?app=smartmovie
Język programu: polski
Wymagania: Symbian OS 8,9; procesor conajmniej 220 MHZ
*Program w wersji demo do ściągnięcia stąd

Tekst i screeny: SpokoWap

Recenzja odtwarzacza OggPlay

OggPlay

Wbudowany w Twój soft telefonu player muzyczny jest zbyt toporny? Powolny i lubiący się czasem zawiesić? Oferuje niewielką liczbę opcji? Jeżeli znane są Ci te problemy, to zapewne poszukujesz aplikacji, która Cię od nich uwolni i jednocześnie nie wywierci dużej dziury w portfelu. Jednym z popularniejszych odtwarzaczy na rynku telefonii komórkowej jest UltraMP3, jednak jego cena nie należy do najniższych. Z odsieczą w tej sytuacji ruszyć może darmowy OggPlay – sprawdźmy go!Odtwarzacz muzyczny,jak sugeruje jego nazwa, stawia na trochę niedoceniony, aczkolwiek porównywalny jakościowo do MP3 format Ogg. Ale chwileczkę. Widząc Wasze zniechęcone po przeczytaniu pierwszego zdania miny (po co mi jakiś odtwarzacz mało znanych i niespopularyzowanych plików Ogg), śpieszę poinformować, że aplikacja wspaniale sprawdza się również przy formacie MP3. Tak, dokładnie, chcę przez to powiedzieć, że jest to świetna alternatywa dla wspomnianego powyżej (zupełnie nie rozumiem dlaczego tak znanego) UltraMP3. OggPlay jest od niego po prostu lepszy.Po uruchomieniu aplikacji wita nas ciekawie zaprojektowane menu. Jest ładne, acz lekko nieintuicyjne, przez co może być średnio przejrzyste dla początkujących użytkowników telefonów. Aby zobaczyć listę utworów, które posiadamy, należy kliknąć na Options, a następnie Find New Files. Program zacznie przeszukiwać naszą pamięć telefonu pod kątem obsługiwanych formatów audio. Po kilkudziesięciu sekundach (czas może być różny, w zależności od tego jak pojemną mamy kartę pamięci) możemy już zacząć słuchać muzyki.

Wracając do wyglądu, skórka zaprezentowana przez twórców wygląda bardzo okazale. Utrzymana w błękitnych barwach (w tle mamy coś na kształt baniek) może przywodzić na myśl odtwarzacze mp4.

Wyszukane utwory posegregowane są w kilku zakładkach. Możemy je przeglądać tytułami (alfabetycznie), albo też pod kątem albumów, wykonawców, gatunków, czy też nawet folderów, w których są zawarte pliki. Jeśli zaś mamy własne playlisty, są one dostępne w odpowiednim katalogu. Co by na ten temat nie mówić, interfejs został wykonany bardzo dobrze, a poruszanie się wśród plików jest bardzo wygodne i po przejściu przez pierwsze, ewentualne schodki nie nastręcza żadnych problemów nawet nieobeznanym w tego typy aplikacjach użytkownikom.

Podczas odtwarzania piosenki w dole ekranu widoczny jest pasek postępu, a w jego lewym rogu standardowy czasowy licznik. Oprócz tego mamy też zegar. Przyciskami 1 i 3 na klawiaturze telefonu przewijamy utwór o 15 sekund w przód (1) lub do tył – ni szkoda jedynie, że nie ma standardowego przewijania paskowego.

Formaty, które rozróżnia aplikacja to wspomniany Ogg i MP3, jak również aac, mp4, m4a, mid, amr. Trzeba jednak pamiętać o zainstalowaniu kodeków do obsługi wyżej wymienionych plików, w przeciwnym razie nici z ich słuchania. Większość telefonów ma jednak je wgrane, a jeśli nie, ściągnąć można je bez problemu ze strony producenta OggPlay.

Reasumując, program OggPlay jest idealnym narzędziem dla każdego, kto telefonu, poza jego standardowymi funkcjami (telefonowanie i sms-owanie) używa również jako odtwarzacza muzyki. Jest darmowy, świetnie wykonany i w gruncie rzeczy do ideału brakuje mu bardzo niewiele. Dodać należy, iż jeśli znudzi nam się jego wygląd, możemy ściągnąć i wgrać nowe skiny, co jest dodatkową zaletą i stwarza wręcz nieograniczone możliwości przystosowania odtwarzacza do naszych osobistych upodobań. Odtwarzany dźwięk czystszy niż w UltraMP3, a ponadto znacznie mniej zamula pamięć główną i nie ma irytujących błędów, jak na przykład trzaski i nagłe pauzy, tak bardzo znane użytkownikom wyżej wymienionego konkurencyjnego programu. W OggPlay takiej sytaucji nie miałem ani razu. Ktoś jeszcze ma jakieś wątpliwości co wybrać? Ja wybrałem OggPlay i mogę polecić go z czystym sumieniem każdemu, co też ma swoje odzwierciedlenie w ocenie końcowej.

+Bardzo dobry, prosty w obsłudze odtwarzacz
+Bezpłatny

-Kilka drobnych niedogodności

Uwaga: Recenzowana wersja aplikacji dotyczy telefonów z systemem Symbian. W wersji Java program odtwarza jedynie pliki OGG .

Ocena Ogólna: 9/10

Producent: Leif H. Wilden
Wersja: 1.72
Program bezpłatnie do ściągniecia stąd

Tekst: SpokoWap

A jednak drobna zmiana ;-)

Po dłuższym namyśle stwierdziłem iż prowadzenie bloga wielotematycznego nie ma większego sensu. Powody są raczej jasne – taki misz masz nigdy nie wyszedł nikomu na dobre, zwłaszcza, że u mnie poszczególne tematy nie miały żadnego punktu, który by je w jakis sposób łączył. SpokoWap Blog przekształca się więc w miejsce, gdzie znajdziecie wszystko wyłącznie na temat telefonii komórkowej. Od nowinek, przez recenzje gier, aplikacji, telefonów, aż po rozmaite zestawienia, opisy stron i poradniki.  Postaram się kilka razy w tygodniu dodać jakiś nowy ciekawy materiał, tak więc bez zwątpienia warto dodać sobie stronę do zakładek – tak na wszelki wypadek, by o niej nie zapomnieć 🙂 Dziękuje też za pierwsze komentarze i… do następnego razu.

Icy Tower ME – Recenzja gry Java

Pamiętacie Icy Tower? Dzięki firmie Hands-On-Mobilę, już teraz możemy zagrać w tę pecetową zręcznościówkę na swoich telefonach komórkowych.

Zasady są proste. Wcielając się w jedną z kilku postaci, skacząc po platformach, za zadanie mamy dostać się na szczyt wieży. Wieża ta pnie się tak wysoko ku niebu, że jeszcze żadnemu śmiałkówi nie udało się dotrzeć na jej samą górę. Plotki głoszą, że nie ma ona końca, co jest główną motywacją do kolejnych podejść w celu pobicia własnych i cudzych rekordów. A nuż się uda i znajdę się tam, gdzie jeszcze nikt nie dotarł?

Po uruchomieniu aplikacji naszym oczom ukazuje się całkiem przyjemnie zaprojektowane menu główne. Możemy zacząć grę, sprawdzić rekordy na poszczególnych stopniach trudności, obejrzeć zapisany replay z naszych szczególnie udanych poczynań, poszperać w ustawieniach (co warto zrobić, gdyż możemy tam zmienić kilka przydatnych rzeczy), poczytać o zasadach rozgrywki, sprawdzić dzięki komu gra powstała, no i rzecz jasna opuścić ją. Przejdźmy jednak do pierwszej opcji – rozgrywki.

Po wybraniu „Play” jesteśmy zmuszeni do wyboru stopnia trudności. Są to Easy Mode (łatwy tryb) i Hard Mode (trudny tryb). Różnica między nimi polega na szybkości, z jaką podnosi się podłoga, co na Hard Mode oznacza częstsze zgony i wymiernie większą frustrację :-D. Osobiście preferuje zabawę w trybie łatwiejszym, ale na pewno znajdą się i tacy, którym nie straszny będzie ten wyższy.

Po wybraniu trybu zabawy, zostajemy wrzuceni w sam wir przygody. Sterowanie jest proste, klawiszem 2 skaczemy, a za pomocą 4 i 6 poruszamy się. Po pierwszym skoku kamera zacznie podążać w górę i od tego czasu musimy już tylko uważać aby nie spaść w dół, skacząc po platformach i kosząc combosy. Co jakiś czas zmianie ulegnie podłoże, po którym się poruszamy, ale prócz efektów wizualnych nie ma to żadnego wpływu na sposób rozgrywki. Im jednak wyżej, tym kamera podnosi się szybciej, dając nam tym samym coraz mniej czasu na reakcje. Po kilku minutach robi się już naprawdę gorąco…
Oprawa graficzna prezentuje się stosunkowo ładnie, a na pewno estetycznie. Nie znajdziemy żadnych niesamowitych efektów specjalnych i tego typu rzeczy, ot, jest prosto, ale ciekawie. Animacja śmiga płynnie, obiekty są wyraźne i nic nie przeszkadza w zabawie.

Podobnie ma się zresztą sprawa z oprawą audio. Muzyka w menu i podczas skakania jest niezła, choć bez rewelacji, no i to by było w sumie…tyle. Żadnych efektów dźwiękowych niestety nie uświadczymy. Minimalizm w pełnej krasie 😉

Gra, choć prosta, wciąga na długie godziny. Nie jest to tytuł, nad którym będziemy siedzieć bez przerwy po kilka godzin, ale na krótkie, kilkunastominutowe sesje sprawdza się wręcz idealnie. Minęły już dwa miesiące, odkąd mam IT w swoim telefonie, a wciąż do niego chętnie wracam, by spróbować pobić swój własny rekord, czy to w piętrach wieży, czy w combosach.


Reasumując – prosty gameplay, intuicyjne sterowanie, znośna oprawa audio-wizualna i duża doza czystej grywalności czynią IT tytułem jak najbardziej godnym uwagi i polecenia. Odnajdą się w nim zarówno zatwardziali przeciwnicy wszelkich gier, jak i tak zwani gracze hardkorowi. Polecam i jako motywacje daje screena po lewej stronie z moimi rekordami – jest ktoś chętny by je pobić? 😉

Grafika: 6,5/10
Dzwięk: 5/10
Grywalność: 8,5/10
Ocena Ogólna: 8/10

Testowano na : Samsung I550

Wersja językowa: angielska

Gra działa na każdym telefonie obługującym Jave

Tekst i zrzuty ekranu: SpokoWap

Wpis powitalny i takie tam bzdety

Tak, wzrok nie płata Wam żadnych figli, założyłem własnego bloga <fanfary>. Nie będzie to jednak żadne ustrojstwo z wpisami zaczynającymi się od słów Mój Drogi Pamiętniczku, a zwyczajny blog tematyczny. Wielotematyczny, jeśli mamy być precyzyjni. Chyba, że z czasem wymyślę coś mądrzejszego i otworzę kolejne, a w tym skupię się na czymś konkretnym. Tego naprawdę nie wiem, prawdę mówiąc założyłem konto na wordpressie pod wpływem chwili, polecając przyjacielowi (pozdrawiam Michał) dobre miejsca na bloga. Mniejsza z tym, oto przed państwem Blog SpokoWapa, na którym to znajdziecie moje wypociny o grach, kinie, literaturze i wszystkim tym, co wyda mi się w jakiś sposób interesujące i warte wzmianki. Wpisy będą w formie recenzji, z ocenami, screenami/zdjęciami. Komentarze mile widziane, zawsze jestem gotów do rzeczowej dyskusji. Do zobaczenia w pierwszym, prawdziwym wpisie!